Powrót

Jeszcze ostatniego sierpnia nad Londynem świeciło piękne słońce zapowiadające, że następny dzień będzie równie ciepły i przyjemny. Niestety...
Bastiana obudził deszcz łomoczący w parapet okna. Łomoczący o szóstej rano, należy dodać, gdyż w innym wypadku zapewne młodzieniec nie byłby tak rozsierdzony, schodząc na śniadanie dwie godziny później.
- Cześć maaaamo - mruknął, ziewając przeciągle i wzburzył sobie włosy, tworząc na głowie jeden wielki bałagan. Chwycił talerz z podaną mu przez rodzicielkę jajecznicą, po czym zasiadł do stołu, z zadowoleniem zabierając się za posiłek.
- Podrzucisz mnie na dworzec? - spytał po bardzo długim milczeniu, podnosząc głowę. Jego wzrok spotkał się z surowym spojrzeniem matki.
- Myślałam, że w tym roku sobie odpuścisz. Że wydoroślałeś...
- Mamo! Jak możesz? - Bastian gwałtownie wstał, spoglądając ze złością na kobietę. - Sugerujesz, że jestem dzieckiem? Że wymyśliłem sobie to wszystko, tak? A może zawieziesz mnie do psychiatryka...
- Sebastianie! - teraz to kobieta była wzburzona. - Jak możesz... Jak w ogóle możesz posądzać mnie o coś takiego...
- Kłamię? Czy ja teraz kłamię? Przecież doskonale wiesz, o czym mówię! "On sobie wymyślił tę szkołę, trzeba coś z tym zrobić. Zobacz, przecież nigdy nie użył żadnego zaklęcia..."
- Podsłuchiwałeś moje rozmowy z ojcem? - kobieta była purpurowa na twarzy.
- Trudno nie było... Zauważyłaś, że mieszkamy w trzypokojowym mieszkaniu? Raczej niewiele można ukryć w takiej dziurze...
- Sebastianie, to nie do przyjęcia!
- Nie do przyjęcia jest twoje niedowierzanie! Mam dość! Uważacie mnie za chorego? Proszę bardzo, jadę do "wariatkowa", jak nazywacie moją szkołę...
- Ale...
- I już nie wrócę, nie martw się o to! - rozwścieczony chłopak wyszedł z kuchni, trzaskając drzwiami, po czym z równie głośnym hukiem wpadł do swojego pokoju, pospiesznie przebierając się z piżamy, zbierając ostatnie przedmioty do kufra i doprowadzając się do porządku. Kilkanaście minut później, ignorując milczącą matkę stojącą w przedpokoju, wyszedł z budynku.

~***~
Na dworcu King's Cross jak zwykle panował jeden wielki chaos - w końcu 1 września naukę rozpoczynają uczniowie wielu szkół. Nic jednak nie mogło pobić zamieszania na peronie 9 i 3/4, skąd odjeżdżał Express Hogwart. W kłębach dymu wyrzucanych przez lokomotywę i lejącym się strumieniami deszczu widać było jedynie niewyraźne kształty uczniów i odprowadzających ich rodziców. Zewsząd dobiegały odgłosy pohukiwania sów, prychania kotów, krzyki uczniów i gorączkowe rady rodziców.
Nicole Wheeler próbująca dostać się do wnętrza pociągu jest nieobliczalna. Dosłownie. Wystarczy wspomnieć tutaj o zeszłorocznym rozpoczęciu roku, kiedy to "przez przypadek" zrzuciła drugorocznego Ślizgona prawie że pod koła pociągu. Nic więc dziwnego, że dzisiejszego dnia wszyscy usuwali się jej z drogi, gdy wtaczała ciężki kufer i koszyk z kotką do wnętrza pojazdu. Podobnie było, gdy już z wyjętą różdżką przemierzała główny korytarz pociągu, magią lub kopniakiem otwierając kolejne drzwi mimo przerażenia obecnych w przedziałach uczniów. A ona tylko grzecznie szukała odpowiedniego przedziału, nieprawdaż? Odnalazła go w przedostatnim wagonie, ku wyraźnej radości osób obecnych w ostatnim z nich.
Tym razem wypadło na magię - krótkim machnięciem różdżki i cicho wypowiedzianym zaklęciem otworzyła drzwi przedziału, widząc w nim cztery znajome twarze.
- To ja - skwitowała krótkim uśmiechem, gdy Alex z Nathanem rzucili się po jej kufer, pakując go na półkę na bagaże. Nicole z uśmiechem rozejrzała się po przedziale, a jej wzrok zatrzymał się po kolei na każdym z obecnych w nim Gryfonów, po czym opadła na wolne miejsce niedaleko drzwi.
Całej piątce przyjaciół podróż minęła nadzwyczaj szybko... i nudno niestety też. Poza rozwaleniem wózka z przekąskami ("Ja nie chciałem!"; "Nieprawda, to twoja wina."; "Właśnie, że twoja!"; "Zamknijcie się!") nie zrobili nic godnego uwagi.... Bo nie napatoczył się żaden zbłąkany Ślizgon, jak to bywało w zeszłych latach.
Po dotarciu pociągu do stacji Hogsmeade wywlekli się z pojazdu ze znudzonymi minami, drżąc z zimna po już po kilku sekundach przebywania w deszczu. Z nieba woda lała się strumieniami, zupełnie nie mając zamiaru przestać. Gryfoni pospiesznie wpakowali się do powozu, zatrzaskując za sobą drzwiczki, a po dotarciu do Hogwartu sprintem przebiegli odległość dzielącą ich od dębowej bramy i rozkosznego ciepła...
- Iiii...! - rozległ się głos nad ich głowami, gdy tylko znaleźli się w Sali Wejściowej, po czym poczuli zimny strumień wody spływający za kołnierze. Chwilę później rozległ się wielki wrzask wszystkich obecnych w przestronnym pomieszczeniu, gdy poczuli na sobie zimny prysznic, zafundowany im przez - a kogo by innego - Irytka, który latał nad ich głowami, rozlewając wodę z trzy razy większych od niego wiader. Nicole i reszta czym prędzej przepchali się do Wielkiej Sali, zostawiając za sobą przemoczoną do suchej nitki Prefekt Puchonów jęczącą na poltergeista i wzywającą wniebogłosy Krwawego Barona.
- Nareszcie... - wymsknęło się z ust Susan, gdy usiedli przy stole Gryffindoru, rozkoszując się rozchodzącym po całym pomieszczeniu ciepłem i z utęsknieniem spoglądając na puste jeszcze talerze.
- Mam nadzieję, że Ceremonia Przydziału będzie ekspresowa - rzucił Bastian, zerkając na zmianę na stół nauczycielski i wejście do jadalni. - Jestem piekielnie głodny.
- Dlaczego wy zawsze mówicie o jedzeniu? - rozległ się tuż przy nich głos i jak na komendę odwrócili głowy.
- Cześć Nick - wyszczerzyli się do ducha, który skinął im głową. - Wiesz może, czemu to wszystko tak się przedłuża? - spytał Alex, wyrażając przy tym myśli wszystkich obecnych przy stole osób.
- Och... Tej dziewczynie.. Mary, czy jak jej tam... Udało się przepędzić Irytka, ale... do kuchni - skrzywił się wypowiadając te słowa, a wszyscy Gryfoni głośno jęknęli. - W każdym razie profesor McGonagall pobiegła zapobiec tragedii razem z profesorem Flitwickiem. Profesor Sprout nadzoruje sprzątanie Sali Wejściowej, Filch zawzięcie szuka Krwawego Barona, a sam Krwawy Baron schował się gdzieś na czwartym piętrze, pragnąc świętego spokoju - sir Nicholas pokiwał z zastanowieniem głową, po czym poleciał na drugi koniec stołu do wyraźnie go przyzywających siódmoklasistów.
- Wspaniałe rozpoczęcie, co? - mruknął z ironią Bastian. - Tylko tego mi... - urwał, gdy do sali wkroczyli w końcu wszyscy nauczyciele, a w chwilę później pierwszoklasiści. Nicole wbiła wzrok w tłum nowych uczniów, wypatrując znajomej sylwetki swojej siostry, która też kilkanaście minut później została przydzielona do Ravenclaw.
Reszta uroczystości rozpoczęcia roku przeminęła bez żadnych opóźnień. Gdy tylko desery zniknęły ze stołów, powstał Dumbledore.
- Witam was! - rzucił z szerokim uśmiechem. - Tylko kilka krótkich wiadomości. Woźny Filch prosił mnie, abym przypomniał wam, iż na korytarzach między lekcjami nie wolno używać magii, a uczniowie nie mają prawa posiadać przedmiotów magicznych, których pełna lista znajduje się w jego biurze. Informuję pierwszoklasistów, iż wstęp do Zakazanego Lasu jest zabroniony... Chociaż niektórzy ze starszych uczniów też powinni sobie o tym przypomnieć - jego wzrok padł na rozchichotane trzecioklasistki z Hufflepuffu, a później na piątkę Gryfonów z piątego roku z Nicole na czele. - Treningi Quidditch'a rozpoczną się w trzecim tygodniu września, chętnych proszę o zapisy do opiekunów domów. A teraz zmykajcie, dobranoc! - zakończył swą przemowę, a wszyscy uczniowie zerwali się do wyjścia.
- Na razie Nath - mruknęła Susan, gdy chłopak dołączył do drugiego Prefekta Gryffindoru i razem poprowadzili pierwszaków do Pokoju Wspólnego Gryfonów.
Ale przecież rok szkolny nie może się zacząć tak... niemrawo, prawda? Dlatego też jak na ironię nasza czwórka po wyjściu z Wielkiej Sali natknęła się na grupkę Ślizgonów, którzy od razu zaczęli bombardować Susan i Bastiana przykrymi przezwiskami i obelgami. A ci odpowiedzieli pięknym za nadobne, po czym rozpoczęła się krótka walka przerwana przez profesor McGonagall, która najęczała równo na obie strony konfliktu, a nie odjęła punktów tylko dlatego, ze jeszcze nie było co odjąć.

Już w Pokoju Wspólnym przyjaciele pożegnali się pospiesznie i rozdzielili. Nicole i Susan wbiegły po schodkach do dormitorium, gdzie przywitały uśmiechem swoje współlokatorki i koleżanki z roku. Pospiesznie przebrały się w piżamy i rozpoczęły dyskusję na temat Quidditch'a, a chwilę później kłóciły się nie wiadomo o co. W ruch poszły poduszki, kotary z łóżek, zeszyty i kwiatek współlokatorki... A pierwszy dzień szkoły zakończył się totalnym chaosem. Ale grunt, że wesoło.
_____________

Uch... Nienawidzę szkoły. Wybaczcie za to, że tyle czekaliście, ale obowiązki najpierw.

Dziękuję za wszystkie poprzednie komentarze, wszelkie uwagi mi się przydadzą, bo mimo że piszę od dłuższego czasu, wciąż jeszcze się uczę ;)

A każdy, kto chce być informowany o nowych notkach, niech wpisuje się do Księgi Gości - to tak w kwestii wyjaśnienia.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:


10 komentarzy
Następne 1 Poprzednie

konstancja Konstancjawtorek, 9.lutego.2010, 21:34
91.123.185.198

Ty, ja Ci nie mówiłam, ale Ty masz po prostu prześwietną narrację, wiesz? Jestem pod wrażeniem, a zwłaszcza początek drugiego akapitu (no, tego o Nicole).Tak, masz za to ogromnego plusa. : )

Czepnę się jednej rzeczy. Nie podoba mi się to: "Cześć maaaamo", czy jak to tam szło. Z tego co wiem, to ogólnie nie przedłuża się tak słów, mogłaś np. dać: "-Cześć mamo!- powiedział, ziewając przeciągle" lub coś w tym stylu.
Ale to tylko drobniutka sugestia.
Poza tym jest świetnie.

No. I tak się chacham i Ty wiesz, z czego :D
Dajesz dalej.
Pozdrawiam ^^
M.

train-of-thought train-of-thoughtwtorek, 9.lutego.2010, 21:51
213.238.101.196

Nie moje i nie tylko moje.
Prawdopodobnie Gówno Roku.
Ale włożyłam w to serce i jestem z tego dumna:

Odtwórcza Historia na podstawie sagi "Zmierzch".
Gniew, miłość, przyjaźń, tęsknoty i braterstwo.


Serce Giselle.
I wilcze uczucia.

Chcesz,to chodź.
Chyba że mnie olejesz, ale nie obrażę się.


w imieniu Giselle,
Lady Blant .

the-story-continues the-story-continueswtorek, 9.lutego.2010, 22:41
79.163.151.122

Powiem szczerze, że tę notkę czytało mi się o wiele lepiej niż poprzednią. Nie wyłapałam ani jednego sformułowania, typu: brunetka, blondyn, itp. Co jak co, ale bardzo się z tego faktu cieszę.
Maleńka uwaga, jeśli chodzi o liczby - w opowiadaniach nie używamy ich w postaci cyfr, a w ich słownej postaci. Pomijam tutaj nazwę peronu na King's Cross, bo nie sądzę, by pisanie tej całości było tu niezbędne, ale pierwszy września, czy też piąty październik - słownie!
Szkoła, szkoła, szkoła... Niestety, tak już czasem bywa. Ale niedługo kolejna przerwa świąteczna, a i ja muszę się zabrać w końcu za kolejną notkę, bo od października sieją u mnie pustki, przeplatane pajęczyną i nadgorliwymi pająkami.
Pozdrawiam ciepło, dodaję do czytających i czekam na kolejny rozdział.

Michelle

inger Ingaczwartek, 11.lutego.2010, 20:55
83.12.30.147

No, no. Stylistycznie  ładniej, więc ten rozdział czyta się lepiej. Trochę zabrakło mi akcji, jakiegoś niebagatelnego wydarzenia.. Cóż, od opowiadań o tej tematyce wymagam o wiele więcej, niż powinnam, bo niestety, czytając niektóre z nich, mam wrażenie że wszystko już było.
Błędów nie wyłapałam żadnych, ale co do liczb zgodzę się z poprzedniczką- zapisujemy je słownie, więc pamiętaj o tym.
Pozdrawiam.

napata napatawtorek, 16.lutego.2010, 00:52
83.7.168.143

Czyta się lekko i bardzo ładnie opisujesz wydarzenia. Ale zgadzam się z poprzedniczką, że zabrakło jakiegoś konkretnego wydarzenia. Poza tym podoba mi się i proszę o poinformowanie mnie o nowym rozdziale:)

casanova casanovawtorek, 16.lutego.2010, 00:53
83.7.168.143

Ale informuj na tym blogu, nie na (napata)... :)

susan-riddle susan-riddlewtorek, 16.lutego.2010, 16:31
89.74.237.161

I jak by tu zacząć...Głodna jakichkolwiek opowiadań o Hogwarcie trafiłam na twojego bloga.I jak wrażenia? A powiem że jestem mile zaskoczona, oryginalne i bardzo ciekawe. Piątka przyjaciół, odmienne charaktery, odmienne zdania, no i oczywiście wojna z Voldemortem i jego śmieciami. Wszystko co może sprawić że opowiadanie jest ciekawsze i może być bardziej zaskakujące. Tak więc czekam na nowy rodział, dodaję do fav i wpisuję się do księgi.
Pozdrawiam,
Su

artefakty artefaktyczwartek, 18.lutego.2010, 12:46
83.11.231.61

Wiedzisz, magia nie od dziś skrzypi przy zetknięciu pióra z pergaminem, gdy artysta tworzy. Atrament buduje światy, jednym przekreśleniem słów zmienia rzeczywistość. Ten czar nie może zniknąć.
Dlatego serdecznie zapraszamy - Artefakty (http://artefakty.yoyo.pl) to pogoń za magią pisania i fantastyką, choć i inne gatunki literackie nie są nam obce.
Poznaj ludzi tak jak Ty kochających pisanie, baw się, podyskutuj na ciekawe tematy, publikuj i zbieraj opinie na temat swoich opowiadań. Daj się ponieść magii!
http://artefakty.yoyo.pl

byc-krukonka byc-krukonkasobota, 20.lutego.2010, 14:46
89.228.229.129

Informuję o nowej notce u Krukonki. Pozdrawiam,

Individuale

byc-krukonka byc-krukonkapiątek, 26.lutego.2010, 07:56
89.228.229.129

No, wreszcie znalazłam trochę czasu, by przeczytać Twoje opowiadanie. Piszesz bardzo lekko, ciekawie. Aż nie chce się przerywać. Jedynym błędem, jaki zauważyłam jest to, że wszelkie liczby piszesz cyfrą, zamiast słownie. Ale pomijając to, jest naprawdę rewelacyjnie. Lecę więc do Księgi i dodaję do Czytanych. Pozdrawiam,

Individuale.





Szablon: Invisible Fairy ©
Grafika zrobiona na specjalne zamówienie autorki in-hogwart. Można podziwiać, nie wolno ruszać. ;) Zdjęcie, brushe i tekstury: x, x, x, x.




Dodaj lub zalinkuj mnie


Komunikat
Proszę o wytrwałość - szkoła to jednak szkoła, a wen nie sługa. ;]
Chcesz być informowany o nowościach? Zapraszam do Księgi =)


Menu
Strona główna
Powiadamiacz
Bohaterowie
Autorka


Historia
Prolog
Rozdział I
Rozdział II


Znajomi
Grito-de-ayer
Morbid
Bellatriks
Być Krukonką


Powiadamiani
* * * * * * * *



Szablon: Invisible Fairy ©
x, x, x, x.